12.08.2017

Żyjąc w bańce, niekoniecznie mydlanej, czyli „Ponad wszystko”

Autorka: Nicola Yoon
Tytuł: „Ponad wszystko”
Tytuł oryginalny: „Everything, Everything”
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 328

„Miłość m o ż e cię zabić, a ja jednak wolę być żywa, niż żyć pełną piersią”.

Nikt bardziej niż Madeline Whittier nie pragnie doświadczyć świata zewnętrznego, tego roztaczającego się poza domem przystosowanym do osłabionego organizmu. Jednocześnie dziewczyna nie wie, czego właściwie pragnie, bo nigdy nie zaznała dotyku trawy pod stopami, nie wdychała świeżego powietrza tuż po deszczu, nie czuła słońca na skórze i gęsiej skórki wywołanej zimnym powiewem wiatru. Całe dotychczasowe życie, czyli osiemnaście lat, spędziła w sterylnym domu pod opieką matki, z zawodu lekarki, i pielęgniarki Carli. Opuszczenie go mogłoby się skończyć silną reakcją alergiczną – w najlepszym przypadku – albo śmiercią – w najgorszym przypadku. Mimo choroby upośledzającej układ odpornościowy, zwanej zespołem SCID, nastolatka nie żyje w ciągłej rozpaczy. Czyta mnóstwo książek, za pośrednictwem Internetu utrzymuje przyjaźnie i uczy się, a obecność Carli i spędzanie czasu z mamą bardzo podnoszą ją na duchu.

Rutyna zostaje zaburzona, gdy do sąsiedniego domu wprowadza się pewna rodzina. Obecność nowych ludzi, a w zasadzie obserwowanie ich, stanowi dla Madeline rozrywkę. Z czasem zaczyna coraz śmielej przypatrywać się chłopakowi, którego sypialnia znajduje się naprzeciwko okna w jej pokoju. Olly, bo tak ma na imię, lubi wdrapywać się na dach, ubiera się na czarno i często zerka w kierunku Madeline, zapewne zastanawiając się, kim jest ta tajemnicza dziewczyna, której nigdy nie widuje na zewnątrz. Olly jako pierwszy próbuje zainicjować kontakt, przychodząc do niej z Karą, swoją siostrą, i ciastem powitalnym – niezniszczalną babą (ang. bundt). Pani Whittier nie przyjmuje podarunku i nie wyjaśnia nowym sąsiadom, dlaczego jej córka nie może oprowadzić rodzeństwa po okolicy, ale od tamtej pory Olly wyraźnie daje znaki, że chciałby poznać Madeline. Pod osłoną nocy inscenizuje różne scenki z babą – próby samobójcze, pobyt pod opieką lekarską, a w końcu ostatnie namaszczenie. Później zapisuje na szybie swój adres e-mail i Madeline postanawia, że przywita się z nim tekstowo, skoro inaczej nie może. Rozpoczęcie tej znajomości wywołuje burzliwe zmiany w zachowaniu dziewczyny. Po raz pierwszy ma sekret i przez niego oddala się od mamy, a kiedy uczucia nastolatków przybierają na sile, jest gotowa zaryzykować dobre samopoczucie, by ujrzeć Olly’ego nie tylko przez okno, a w tym, w tajemnicy, pomaga Carla.

30.06.2017

Bajki na dobranoc dla małych czarodziejów, czyli „Baśnie barda Beedle’a”

Autorka: Joanne K. Rowling
Tytuł: „Baśnie barda Beedle’a”
Tytuł oryginalny: „The Tales of Beedle the Bard”
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Okładka: twarda
Liczba stron: 144

Czarodzieje ze świata Harry’ego Pottera też czytają swoim dzieciom bajki. Ponieważ dorośli z magią mają do czynienia na co dzień, nietrudno im stworzyć opowieści o takich przygodach, w jakich mogłyby brać udział nowe pokolenia, a to z pewnością jest zachętą dla najmłodszych do wytężonej nauki czarów. Baśnie barda Beedle’a zawierają w sobie szczyptę rozbujanej fantazji, nawet jak na warunki magiczne, i służą raczej mądremu przesłaniu lub ważnej przestrodze, aniżeli wzbudzaniu w dzieciach bohaterskiej postawy.

Treść podzielona jest na pięć baśni: „Czarodziej i skaczący garnek”, „Fontanna Szczęśliwego Losu”, „Włochate serce czarodzieja”, „Czara Mara i jej gdaczący pieniek” oraz „Opowieść o trzech braciach”. Każda z nich opatrzona jest komentarzem Albusa Dumbledore’a. Dawny dyrektor Hogwartu interpretuje je, wskazując również, na co warto zwrócić uwagę. Jest to ciekawy dodatek, zwłaszcza że mag powraca nieraz wspomnieniami do swojego dzieciństwa, ale bez wahania zamieniłabym te kilka stron na jeszcze jedną opowieść barda Beedle’a. Te, których tytuły podałam wyżej, dotykają rozmaitych tematów i nie są do siebie w żadnym calu podobne. Różnorodność wątków sprawia, że momentami czytelnik się zastanawia, jak to możliwe, iż ten sam jegomość stworzył z jednej strony historię pełną miłości, a z drugiej strony historię pełną obrzydliwości.

We „Włochatym sercu czarodzieja” przedstawiono maga, który tak bardzo pragnął odciąć się od uczuciowości, że postanowił pozbawić się serca. Oddzielony od ciała organ dziczał wraz z upływem lat, porastając zwierzęcym futrem. Pewnego dnia mag, głównie przez presję otoczenia, postanowił się ożenić, jednak wybranka dowiedziała się o koszmarnym sekrecie i zażądała, aby przyszły mąż umieścił z powrotem serce w klatce piersiowej. Tragiczny finał tej baśni każe sądzić, że mało który rodzic zechciałby przeczytać ją do snu pociesze. Natomiast w „Czarodzieju i skaczącym garnku” oraz „Czarze Marze i jej gdaczącym pieńku” mamy przykład próżności, która zwodzi na manowce. W pierwszej opowieści pewien czarodziej nie chce się wdać w ślady ojca, który za życia był uzdrowicielem i pomagał mugolom. Za każdym razem, kiedy odrzuca czyjąś prośbę, kociołek nastręcza mu się ze wszystkimi przypadłościami, z jakimi przyszli mieszkańcy okolicznej wioski. Wreszcie czarodziej daje za wygraną, wiedząc, że jeśli chce przerwać własne katusze, musi spełnić wolę ojca. W drugiej opowieści pojawia się głupi król i oszust udający władanie umiejętnościami magicznymi. Tytułowa Mara któregoś razu zostaje przyłapana przez oszusta na czarowaniu i uwikłana w popisowy występ władcy przed ogromną publicznością. Musi wypowiadać zaklęcia odpowiadające życzeniom króla, ale pokaz kończy się porażką, gdy ktoś prosi o ożywienie zwierzęcia. Ten ważny moment ukazuje, iż żadna siła, także ta nadprzyrodzona, nie może mierzyć się ze śmiercią.

27.06.2017

W miasteczku Fjällbacka ponoć zdarzyło się już wszystko, czyli „Pogromca lwów”

Autor: Camilla Läckberg
Tytuł: „Pogromca lwów”
Tytuł oryginalny: „Lejontamjaren”
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka
Liczba stron: 428

Lwy są niesamowicie niebezpiecznymi zwierzętami, drapieżnikami gotowymi rozszarpać ofiarę. Niewielu ludzi potrafi opanować strach przed tą nieobliczalną siłą, by zrozumieć ich dziką naturę i szkolić je na potrzeby uciechy tłumów. Vladek Kowalski, mężczyzna pochodzący z wędrownej rodziny cyrkowców, potrafił. Tyle że dla pewnej młodej Szwedki zrezygnował z życia, jakie znał, a niecałą dekadę później został przez nią bestialsko zamordowany. Jednak zabójstwo sprzed lat to tylko mały element w całej sieci powiązań dotyczących zaginięć młodych dziewcząt.

Fjällbacka, mroźny styczeń. Zaginiona od kilku miesięcy Victoria nagle wyłania się z lasu i wpada wprost pod koła jadącego samochodu. W szpitalu, gdzie trwa walka o jej życie, okazuje się, że została okaleczona w sposób barbarzyński – usunięto jej oczy, obcięto język i pozbawiono słuchu. Komuś bardzo zależało na odcięciu dziewczyny od świata zmysłów, a najgorsza jest obawa, iż to samo mogło się przydarzyć paru innym nastolatkom, które rozpłynęły się w powietrzu. Oprawca, kimkolwiek jest, gustuje w ciemnowłosych dziewczętach o jasnych oczach. Poza tym nic więcej ich nie łączy… a może jednak? Sprawę przejmuje miejscowa policja, a najbardziej zaangażowani wydają się pisarka Erika Flack i policjant Patrik Hedström, jej mąż. Małżeństwo stanowi udany duet nie tylko w życiu prywatnym. Obdarzona niezwykłą intuicją i zdolnością łączenia faktów Erika często pomaga w wyjaśnianiu różnych zagwozdek. Natomiast Patrik sprawuje pieczę nad postępem w prowadzeniu śledztw i dba o to, aby nie pominięto najdrobniejszych informacji. W przypadku Victorii postępowanie jest podwójnie trudne. Żadnych poszlak, żadnych świadków. Zdaje się, że jej brat coś ukrywa, ale czy chłopak zdoła zaufać komuś na tyle, aby zdradzić swoje podejrzenia?

W międzyczasie czytelnik śledzi życie Perssonów, rodziny prowadzącej szkółkę jeździecką dla młodych dziewczyn. Tak się składa, że Victoria uczęszczała do nich na lekcje. Wydarzenia z tamtego miejsca są ukazywane z punktu widzenia instruktorki Marty, jej męża Jonasa, weterynarza, jego rodziców i córki Molly. Jest jeszcze Tyra, najbliższa przyjaciółka Victorii, nieco zamknięta w sobie, ale bardzo utalentowana. Z drugiej strony przedstawiane są spotkania Eriki z Lailą odsiadującą wyrok za zabójstwo męża. Z jakiegoś powodu kobieta chce widywać się z pisarką, ale ich rozmowy do pewnego czasu są bezowocne, co wprawia Erikę w irytację. Mimo wszystko instynkt podpowiada jej, że zabójczyni przygotowuje się, wolno bo wolno, do powiedzenia czegoś, co mogłoby zmienić spojrzenie na krwawe morderstwo Vladka Kowalskiego. Laila przed laty urodziła mu dwójkę dzieci, ale z rozrzewnieniem mówi jedynie o synu, niemal zupełnie pomijając córkę, co mocno zastanawia Erikę.

31.05.2017

Wiedźma nie zawsze wie, że jest wiedźmą, czyli „Czarownica”

Autorka: Anna Litwinek
Tytuł: „Czarownica”
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka
Liczba stron: 400

W taką magię mogłabym uwierzyć, że istnieje naprawdę. To właśnie pomyślałam tuż po odłożeniu „Czarownicy” na półkę, a zrobiłam to z wielkim smutkiem, bo choć powieść wydawała się zamknięta, to przez końcowe rozdziały w mojej głowie nazbierało się tak dużo pytań, że odpowiedzi na nie mogłabym otrzymać jedynie w kontynuacji tej czarującej książki.

Główną bohaterką „Czarownicy”, debiutu literackiego Anny Litwinek, jest Sonia Hunamska. Pracuje w redakcji lokalnego dziennika i wiedzie poukładane życie. W miłości raczej nie ma szczęścia, ale posiada grono oddanych przyjaciół. Nic nie wskazuje na to, że w ciągu kilku dni wszystko się zmieni, a jej ciałem i duszą zawładnie potężna moc desperacko szukająca ujścia. Trudne do wyjaśnienia rzeczy zaczynają dziać się z Sonią tuż po jej trzydziestych urodzinach. Miewa dziwne sny przechodzące w wizje, a w nich utożsamia się z kobietą, która najwyraźniej żyła parę wieków przed nią i została oskarżona o uprawianie czarów. Dochodzą też omdlenia w różnych miejscach. Biuro, kościół… To wystarcza do niepokoju odczuwanego przez Sonię, zwłaszcza że jej matka przed zaginięciem wiele lat temu miała podobne symptomy. Ponieważ końcówka roku daje się we znaki nawałem pracy, dziennikarka początkowo bagatelizuje swoje objawy i poświęca większość uwagi nowemu materiałowi do gazety. Bardziej zaaferowana wydaje się ciotka Hala, niegdysiejsza prawna opiekunka dziewczyny. W międzyczasie pojawia się Iwo Petrarka, archeolog zarządzający wykopaliskami nieopodal kościelnych terenów. To z nim Sonia przeprowadza wywiad, a odnalezione groby, „wampirze” groby, stają się prawdziwą sensacją wśród mieszkańców miasta. Rozdmuchanie tych informacji nie podoba się zwłaszcza Aleksandrowi Sotowi, kościelnemu adwokatowi. Wysyła w stronę dziennikarki pogróżki, ale szybko okazuje się, że chodzi o coś więcej niż archeologiczne znaleziska. Wkrótce Sonia dowiaduje się od ciotki, iż postępujące złe samopoczucie ma związek z prastarą magią żywiołów. Wieści o swoim prawdziwym pochodzeniu przyjmuje z dystansem, dopiero w miarę upływu czasu zaczyna dowierzać i zgadza się na przyjęcie daru wbrew woli tych, którzy najchętniej zamknęliby ją w ukryciu i przeczekali dogodny czas na przeprowadzenie inicjacji, czyli Solstitium.

„Obrzęd czasem nazywany był pocałunkiem słonecznej bogini. Słowiańskiej bogini sprzed tysięcy lat, czczonej jeszcze, zanim życiodajną rolę panującego nad ziemią słońca przejęło męskie bóstwo. Bogini o imieniu Saule. Saule, czyli słońce”.

27.05.2017

Wydaj z nami „Illuminae”, czyli akcja Moondrive

Akcja, o jakiej dzisiaj napiszę, podbiła moje serce. Fani serii książkowych od Moondrive (tytuły z półki young adult) mogą przyczynić się do wydania wyjątkowej pozycji, która pochłonęła ogromne fundusze, ale nadal brakuje trzydziestu tysięcy, aby wydawnictwo w pełni zrealizować. To oznacza, że 1000 osób musi zamówić książkę, choć... jeszcze jej nie ma. Tylko wyznaczona liczba preorderów sprawi, iż „Illuminae” ukaże się na rynku polskim. Szczegóły poniżej.

O co chodzi?


Do Wydawnictwa Otwartego napływało mnóstwo próśb o wydanie „Illuminae”. Powieść zbiera wysokie oceny na zagranicznych serwisach, w tym na Goodreads, gdzie z ponad 40 tysięcy ocen ma średnią 4,32/5. To bardzo dobry wynik. O czym natomiast decyduje popularność tego tytułu? Intrygująca fabuła (opis poniżej) to jedno, natomiast książka jest wręcz naszpikowana rozmaitymi grafikami, odczytami, planami, tajnymi raportami wojskowymi i schematami. Te dodatki mają na celu jeszcze bardziej wciągnąć czytelnika w historię z kategorii science fiction, sprawić, aby czuł się, jakby sam brał udział w opisywanych wydarzeniach. Niestety, koszt wydruku i wykonanie tak bogato zdobionej powieści, na dodatek w twardej oprawie i liczącej 592 strony, jest olbrzymi. Wydawnictwo szacuje je na 100 tysięcy złotych i zaznacza, że nie chce cięć budżetowych, przez które ucierpiałby całokształt. Jestem pełna podziwu, że zarys polskiej wersji „Illuminae” prezentuje się tak dobrze, a wspieranie profesjonalistów to sama przyjemność.

18.05.2017

O krótkim życiu romantycznej poetki, czyli „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”*

Autorka: Mariola Pryzwan
Tytuł: „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2015
Okładka: twarda
Liczba stron: 360

„ptaku mojego serca
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz”

Dawno już pragnęłam przeczytać biografię Haliny Poświatowskiej, bowiem ona, odkryta na lekcji polskiego jeszcze za czasów gimnazjum wraz z wierszem „Jestem Julią”, stanowiła dla mnie jedną z pierwszych inspiracji do zainteresowania się poezją i pisania własnych utworów. A ja od maleńkości czułam wewnątrz silną potrzebę wyrażania się w słowach, choć brakowało mi jakiejś pobudki do czynów, a ją odnalazłam właśnie w osobie Poświatowskiej. Wydawało mi się, że wiem o poetce z poprzedniego wieku sporo, ale notki biograficzne znalezione w sieci to tylko ułamek tego, czego można się dowiedzieć za sprawą „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”. Naprawdę zachwyciłam się tym wydawnictwem i oprawą graficzną, a w środku niespodzianką okazało się całe mnóstwo fotografii poetki. I pozowanych, i takich zwyczajnych, albumowych zdjęć, jakich ma się w szafce pełno. I każdy, kto opisywał wspomnienia z nią związane, zachwycał się urodą Haliny, jej inteligencją oraz humorem. Przez wzgląd na jej chorowitość, zawsze wydawało mi się, że była raczej skryta i nie obnosiła się swoją twórczością. Wraz z lekturą skonfrontowałam swoje dotychczasowe „wydawania się”. Prawdziwa Haśka, nie taka z wyobrażeń, wręcz pragnęła, by ją czytano i lubiano. Wiersze od razu dawała matce, Stanisławie Mygowej, do przepisania na maszynie i posłania w świat. Haśka znała się nawet z Wisławą Szymborską. Noblistka ceniła poezję Poświatowskiej i widywała się z nią.

Co mi się natomiast nie spodobało, gdy z dystansu spojrzałam na tę biografię, to swego rodzaju idealizacja osoby Haliny, podczas gdy jedynie zdawkowo, jakby były to tematy tabu, podchodzono do ciemniejszych stron jej życia. Takimi zdarzeniami, jakie niewątpliwie odcisnęły piętno na jej kruchej duszy, były romanse z żonatymi mężczyznami, związek z młodszym o siedem lat chłopcem czy nieudana próba samobójcza. Ale mało wzmianek jest o tychże sprawach, sama Haśka niechętnie mówiła choćby o mężu, przedwcześnie zmarłym Adolfie Poświatowskim, a ci wszyscy jej bliscy i dalecy przyjaciele zdawali się niezwykle szanować intymną, ocierającą się trochę o miłość, trochę o rozpacz, sferę. Pomni na to, że ich słowa trafią do druku (pierwotnie w książce „Ja minę, ty miniesz... : wspomnienia o Halinie Poświatowskiej”), skupili się raczej na tym, by Halinę jak najserdeczniej opisać, w końcu o zmarłych wypada mówić dobrze albo wcale.

17.05.2017

Dziewczyna, która nie chciała już żyć, czyli „Trzynaście powodów”

Autor: Jay Asher
Tytuł: „Trzynaście powodów”
Tytuł oryginalny: „Thirteen Reasons Why”
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Liczba stron: 272

„Siema, dziewczyny i chłopaki. Mówi Hannah Baker. Na żywo i w stereo. Mam nadzieję, że jesteście gotowi, ponieważ zamierzam wam opowiedzieć o swoim życiu. A konkretniej, dlaczego moje życie się skończyło. Bo skoro słuchacie tych taśm, jesteście jednym z powodów”.

Samobójstwo. Słowo oznaczające odebranie sobie życia, budzące niepokój i smutek. Obecnie nie jest to często spotykany literacki motyw, ale z czasów szkolnych nie da się zapomnieć o niespełnionych kochankach z szekspirowskiego dramatu bądź tragicznych losach młodego Wertera. Chociaż bohaterce powieści „Trzynaście powodów” bliżej do Wertera niż do Romea i Julii, ze względu na poczucie wyobcowania i zniszczenia emocjonalnego, powody do popełnienia zbrodni przeciwko sobie zawsze ciężko zrozumieć komuś, kto nigdy nie mierzył się choćby z myślami o zrobieniu krzywdy własnemu ciału. A Hannah Baker przekonało do tego aż trzynaście rzeczy. Trzynaście historii ściśle związanych z różnymi osobami, uczniami tej samej szkoły. Dziewczyna pozostawia po sobie pudełko po butach wypełnione kasetami magnetofonowymi i łyka garść tabletek, licząc na spokojną śmierć. A kasety z uwiecznioną historią nastolatki przekazywane są z rąk do rąk. Mają ich odsłuchać ci, którzy, mniej lub bardziej, przyczynili się do psychicznego załamania Hannah. Wśród tych osób jest Clay Jensen i to z jego perspektywy napisana jest książka. Nastolatek doznaje niemałego szoku, gdy odkrywa, że na taśmach nagrała się jego nieżyjąca koleżanka. Nie dając sobie ani chwili wytchnienia, w kilka godzin przesłuchuje całość, a towarzyszą temu skrajne emocje, choć przeważa ból oraz rozpacz.

Za pośrednictwem Hannah czytelnik poznaje wielu różnych bohaterów. Justin Foley, z którym przeżyła pierwszy pocałunek, popisywał się przed kolegami i przyczynił się do powstania niewygodnych plotek na temat dziewczyny. Pierwsi prawie-przyjaciele po przeprowadzce, Jessica Davis oraz Alex Standall, odwrócili się do niej plecami po znalezieniu lepszego towarzystwa. W dodatku Alex zrobił coś, przez co Hannah była uważana za łatwiejszą do zdobycia. Kolejne osoby wcale nie mają mniej na sumieniu. Szkolny fotograf-podglądacz, fałszywa zdobywczyni sympatii, chłopak spóźniający się na randki, złodziej karteczek z pozytywnymi wiadomościami… I parę innych osobowości. Nie wiadomo, jak zareagowali na kasety, wiadomo natomiast, że zastosowali się do poleceń Hannah i po wysłuchaniu przekazywali je kolejnej osobie z listy. Dziewczyna zostawiła także mapkę miasta z wyraźnie zaznaczonymi miejscami, gdzie decydował się jej los. Ich śladem podąża Clay poruszający się po mieście komunikacją miejską lub pieszo. Odwiedza punkty istotne dla Hannah, choć każda kolejna taśma łamie mu serce coraz zapamiętalej. Czytelnicy nie muszą się obawiać jego występku przeciwko pannie Baker – Clay to pozytywna postać, w zasadzie jedyna, o jakiej opowiada nastolatka. Przez parę ulotnych chwil był światłem w jej mroku, niestety nie potrafili do siebie dotrzeć na czas, mimo że łączyła ich szkoła oraz wspólna praca w kinie. I, co tu dużo mówić, podobali się sobie. Do tragedii doszło przez coś, na co Clay absolutnie nie miał wpływu, natomiast Hannah nie wykorzystała szansy otwarcia się przed nim. Ważną rolę w powieści odgrywa także Tony, przyjaciel Claya, nadzorujący przekazywanie taśm zgodnie z kolejnością wyznaczoną przez zmarłą.

01.05.2017

Leksykon zwierząt ze świata Harry'ego Pottera, czyli „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”

Autorka: Joanne K. Rowling
Tytuł: „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”
Tytuł oryginalny: „Fantastic Beasts and Where to Find Them”
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Okładka: twarda
Liczba stron: 152

Potwora zamieszkującego jezioro Loch Ness zmyślono, a dowody w postaci zdjęć są sfałszowane. Dodo, słynnego gatunku ptaka nielota, nie ma na Ziemi już od ponad trzech wieków. Elfy i jednorożce wykreowano po to, żeby uatrakcyjnić bajki dla dzieci. A może mylą się ci, którzy nie wierzą w ich istnienie…? Muszę zdradzić wam sekret. W magicznym świecie te wyżej wymienione zwierzęta żyją i mają się całkiem dobrze. Wraz z wieloma innymi przedziwnymi stworzeniami, małymi jak gnom ogrodowy lub wielkimi jak smok, są chronione przez czarodziejów przed wzrokiem zwykłych ludzi, aby egzystowały w spokoju i nie wywoływały paniki. W tym przekonaniu utwierdza w „Fantastycznych zwierzętach i jak je znaleźć” sam Newt Skamander (a tak naprawdę Joanne K. Rowling), magizoolog odznaczony Orderem Merlina Trzeciej Klasy za wkład w rozwój nauk o magicznych zwierzętach.

Zwierzęce kompendium magiczne to przede wszystkim alfabetyczny wykaz istot ze świata Harry’ego Pottera. Przed tą lwią częścią książki czytelnicy znajdą przedmowę Albusa Dumbledore’a oraz garść znaczących informacji dotyczącego tego, jak kształtowała się świadomość magów na temat fantastycznych istot, a także dlaczego muszą one żyć w ukryciu i jak tuszuje się ich spotkania z mugolami (w takim przypadku zwykle niezbędne są zaklęcia modyfikujące pamięć). Prawdziwie interesującą historią jest to, że w XIV wieku próbowano porozumieć się w sprawie praw czarodziejskich ze wszystkimi zwierzętami bądź istotami poruszającymi się na dwóch kończynach, co nie zakończyło się dobrze, jako że chochliki, elfy i trolle nie za bardzo rozumiały, co się do nich mówi i szukały okazji do psot. Spotkanie w szczycie się nie udało i zakończyło się niejednym urazem psychicznym. Dopiero później, dzięki niejakiemu Groganowi Kikutowi żyjącemu na przełomie XVIII i XIX wieku, opracowano definicję rozróżniającą zwierzęta od istot, a znaczącym wyznacznikiem była predyspozycja do porozumienia się z czarodziejami i świadoma chęć wpłynięcia na wszelkie zmiany w magicznej społeczności.

18.04.2017

Kompendium wiedzy o najpopularniejszym magicznym sporcie, czyli „Quidditch przez wieki”

Autorka: Joanne K. Rowling
Tytuł: „Quidditch przez wieki”
Tytuł oryginalny: „Quidditch Through the Ages”
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Okładka: twarda
Liczba stron: 144

Czarodziej Kennilworthy Whisp (a tak naprawdę Joanne K. Rowling) postanowił zebrać najważniejsze informacje o słynnym sporcie magicznym i stworzył kompendium, o które biją się uczniowie Hogwartu. Dlaczego trafiło ono w ręce mugoli? Jak wyjaśnia Albus Dumbledore w swej przedmowie, zakup egzemplarza „Quidditch przez wieki” wspomaga brytyjską organizację charytatywną Comic Relief, dlatego do akcji, aby zebrać jak najwięcej środków, zaangażowano osoby spoza świata magii.

Treść, bogato przepleciona prostymi ilustracjami, jest podzielona na dziesięć rozdziałów dotyczących różnych aspektów quidditcha. Okazuje się, że quidditch w takiej formie, jaką znamy z Harry'ego Pottera, kształtował się przez setki lat, a powstanie tej gry nie było równoległe z wynalezieniem miotły latającej. Najwcześniejsze miotły były koślawe, pełne wystających drzazg (co za tym idzie – niewygodne) i bardzo powolne. Jednak czarodzieje nie zmarnowali potencjału tego środku transportu i wkrótce zaczęły pojawiać się ulepszone modele z regulacją wysokości, tempa oraz skrętu. Tych mioteł używano w średniowiecznych grach miotlarskich. Jedną z nich była angielska dyscyplina sportowa o nazwie swivenhodge, nieco przypominająca mugolskiego badmintona. Zawodnicy, podzieleni na dwie drużyny, musieli odbijać nadmuchany świński pęcherz ponad żywopłotem. Robili to witkami, siedząc na miotłach tyłem. Wygrywał zespół, który jako pierwszy zdobył pięćdziesiąt punktów.

Pierwsze wzmianki o quidditchu pochodzą z XI wieku. Pewna zrzędliwa czarownica, Gertie Keddle, zostawiła po sobie zapiski wskazujące na to, że jej czarodziejscy sąsiedzi latali na miotłach i rzucali do siebie piłkę, następnie próbując trafić nią w drzewa. Kolejna notatka zawierała już informacje o dwóch zaczarowanych kamieniach usiłujących zrzucić graczy z mioteł. Tak wyglądały początki piłek stosowanych w quidditchu: kafla i tłuczków. Idea złotego znicza narodziła się natomiast w drugiej połowie XIII wieku, kiedy na pole gry wypuszczano znikacze. Były to malutkie złote ptaszki, niezwykle szybkie i trudne do schwytania. Niestety, złapanie znikacza wiązało się ze śmiercią zwierzęcia, dlatego po latach stworzono czwartą piłkę, najmniejszą i ze skrzydełkami, a gatunek wcześniej wspomnianego ptaka objęto ochroną.

04.04.2017

Nie skrzydła czynią anioła, czyli „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender”

Autor: Leslye Walton
Tytuł: „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender”
Tytuł oryginalny: „The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender”
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304

„Miłość potrafi zrobić z nas głupców”.

Ava Lavender bardzo pragnie wierzyć w to, że jest zwyczajną dziewczyną. Jednak zwyczajne dziewczyny nie posiadają skrzydeł – takich prawdziwych, z jakimi przychodzą na świat, owinięte nimi niczym miękkim kokonem. O nie, ona jest kimś wyjątkowym. Nie aniołem, lecz osobą pochodzącą z prawdziwie nietuzinkowej rodziny. Jej bogatą i fantastyczną historię, niestety też pełną smutnych losów, opowiada tytułowa bohaterka, począwszy od małżeństwa swoich pradziadków. Beauregard Roux wraz z małżonką doczekali się czwórki dzieci. Na świat przychodziły rok po roku, od 1904 do 1907 roku, zawsze 1 marca. Emilienne, René, Margaux i Pierette. W 1912 roku rodzina Roux przeniosła się z Francji do Stanów Zjednoczonych i zamieszkała w małym mieszkaniu na Manhattanie, co było wstępem do serii nieszczęść. Gdy Beauregard przepadł w tajemniczych okolicznościach, jego żona sama zaczęła powoli zanikać, a był to proces tak powolny, że dzieci ledwo zwracały na to uwagę. Dziesięć lat później nastoletnie potomstwo państwa Roux zaczęło zmagać się z miłosnymi rozterkami. Emilienne i Margaux pokochały jednego mężczyznę, René wdał się w romans z żonatym mężczyzną, a Pierette nieudolnie próbowała zwrócić na siebie uwagę pewnego ornitologa. Źle ulokowane uczucia zebrały swoje żniwo. Emilienne, najstarsza z rodzeństwa, wyszła za mąż z rozsądku za Connora Lavendera i wspólnie osiedli w Seattle, w domu przy uliczce Pinnacle. Connor założył piekarnię, a ciężarna Emilienne dbała o to, by mężowi po powrocie z pracy niczego nie brakowało. Okoliczni ludzie nazywali ją wiedźmą, bo znała naturalne sposoby na bezsenność i potrafiła przeczuwać różne rzeczy. Niedługo po urodzeniu Viviane, jedynego dziecka, Connor odszedł i pani Lavender została sama z niemowlęciem i nieprzynoszącą zysku piekarenką. W odzyskaniu reputacji i biznesu pomogła jej Indianka Wilhelmina Dovewolf. Późniejsza część książki jest poświęcona Viviane i jej miłości do Jacka Griffitha, którego rodzice niezbyt przychylnie patrzyli na dziewczynę.

Ava oraz Henry, brat bliźniak, pojawiają się na świecie 1 marca 1944 roku. Ava ze skrzydłami, a Henry z wątpliwym darem. Viviane postanawia odseparować dzieci od spojrzeń świata i sama przez wiele lat nie opuszcza domu, przekonana, że tak będzie dla nich najlepiej. Emilienne, nadal niezbyt skłonna do okazywania uczuć, pomaga wychowywać córce obie pociechy. Jest też Gabe, skrycie zakochany w jednej z bohaterek mężczyzna, silny i czuły, również posiadający własną historię w książce.

22.03.2017

Intymne wiersze o kobiecości, związkach i cierpieniu, czyli „Mleko i miód. Milk and Honey”

Autorka: Rupi Kaur
Tytuł: „Mleko i miód”
Tytuł oryginalny: „Milk and Honey”
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2017
Okładka: twarda
Liczba stron: 416

„gubię części ciebie tak jak gubię rzęsy
nieświadomie i wszędzie”

Debiutancki tomik wierszy przeplecionych prozą poetycką autorstwa Rupi Kaur zyskał ostatnio sporo rozgłosu w Polsce. Wydawnictwo Otwarte zadbało o reklamowanie dzieła młodej Kanadyjki jako „książkę, którą warto mieć pod ręką na stoliku nocnym”. Poezja ta jest skierowana przede wszystkim do kobiet, jednak przed przystąpieniem do lektury warto poszukać informacji na temat samej poetki.

Rupi Kaur urodziła się w 1992 roku w Indiach, a w wieku czterech lat przeniosła się wraz z rodzicami do Toronto. Będąc dzieckiem została zainspirowana przez matkę do wyrażania swoich emocji poprzez malowanie, co wpłynęło na jej późniejszy związek z pisaniem. Na początku publikowała wiersze na Instagramie oraz Tumblrze, dodając proste ilustracje oparte na czarnej, nierównej kresce i białym tle, co wzmacniało emocjonalny przekaz słowa pisanego. Rupi postanowiła samodzielnie wydać kolekcję swoich prac na Amazonie w 2014 roku, jednak popularność „Milk and Honey” była tak duża, że odezwał się do niej wydawca i kolejne wydanie książki nosiło już oznaczenie Andrews McMeel Publishing. Poetka publicznie sprzeciwiła się tabu dotyczącego kobiecego ciała i jego natury – w marcu 2015 roku udostępniła na Instagramie zdjęcie siebie leżącej na łóżku, a na spodniach i prześcieradle widniały ślady krwi. Po dwukrotnym usunięciu fotografii z serwisu ze względu na „naruszenie przepisów” Rupi opublikowała je na Facebooku z komentarzem: „Seksualizacja kobiet jest w porządku, kobiety z miesiączką nie”. Sprawa ta zainspirowała ją do napisania wiersza: „widocznie to nieelegancko z mojej strony / wspominać publicznie o okresie / bo biologia mojego ciała / jest jako taka zbyt prawdziwa (…)”.

12.03.2017

Historia kobiet uzależnionych od czekania, czyli „Właśnie dziś, właśnie teraz”

Autorka: Karolina Wilczyńska
Tytuł: „Właśnie dziś, właśnie teraz”
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Okładka: miękka
Liczba stron: 328

Najnowsza powieść Karoliny Wilczyńskiej, „Właśnie dziś, właśnie teraz”, opowiada o trzech z początku obcych sobie kobietach połączonych wspólną tragedią. Choć Sonia, Sabina i Bronisława pochodzą z różnych światów, to ich rozterki życiowe są zaskakująco podobne. Poznają się one w szpitalu, do którego trafiają po pożarze w hipermarkecie. Sonia i Bronisława chciały skorzystać z promocji na zabawki, a Sabina, kierowniczka działu dziecięcego, ucierpiała w czasie swojej zmiany. Panie nie od razu nawiązują ze sobą kontakt, na sali właściwie nie przejawiają zainteresowania sobą nawzajem. Może poza Bronisławą, najstarszą i najmilszą, wykazującą chęć pomocy zwłaszcza Sonii, która utraciła czucie w nogach. Natomiast Sabina po urazie głowy nie myśli o dalszych badaniach, ale o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i na ponów zająć się niedołężnym ojcem. Mając za nic opinię lekarza, wypisuje się ze szpitala na własne żądanie po upływie zaledwie doby od wypadku. Parę dni później placówkę opuszczają niepełnosprawna Sonia i obolała Bronisława. Sonia powraca do męża i nastoletniej córki, a Bronisława do syna, na którego pomoc nie może liczyć, bo ten woli zatracać się w alkoholu.

Część powieści przedstawia perypetie bohaterek po powrocie do „normalności”. Krótkie rozdziały napisane z trzech perspektyw przeplatają się ze sobą, a wszystko wkrótce zaczyna zmierzać do ponownego spotkania kobiet. Od Sonii odwróciły się koleżanki i całe dnie siedzi domu, a jej relacje z zapracowanym mężem i niedobrą córką ciągle ulegają pogorszeniu. Któregoś razu, odpoczywając na balkonie, dostrzega idącą z zakupami Sabinę. Woła ją i prosi o krótką wizytę. Wkrótce Sabina, chętna do pomocy, postanawia odwiedzać Sonię dwa razy na tydzień i z trudem przyznaje przed samą sobą, że nawet krótki odpoczynek od nieznośnego, nieczułego ojca to jak odrobina nieba. Z kolei Bronisława zaczyna dorabiać u Sonii jako gospodyni po sugestii Sabiny. I tak, mimo że trudno to nazwać przyjaźnią, kobiety spędzają wspólnie czas i każda czerpie z tego jakieś korzyści. Sonia przebywa z innymi ofiarami wypadku i znajduje w tym pocieszenie, Sabina może odetchnąć od codziennych obowiązków, a Bronisława wreszcie czuje się potrzebna.

03.03.2017

Radka Kotarskiego krwawa rozprawa z mitami, czyli „Nic bardziej mylnego!”*

Autor: Radosław Kotarski
Tytuł: „Nic bardziej mylnego!”
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Liczba stron: 304

Dopóki Radek Kotarski nie wydał książki, znałam go przede wszystkim z programu popularnonaukowego Polimaty oraz... reklamy Banku Millenium. Choć to nie recenzja autora, warto wspomnieć, że (w moim uznaniu) bije od niego uczynność, szacunek do otaczającego go świata i wiedza, toteż postanowiłam, pokuszona materiałami wideo, jakie oglądam od dobrych trzech lat, sięgnąć po „Nic bardziej mylnego!”. Już od spisu treści wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Niektóre mity, bo o nich jest lektura, doskonale znałam i, podobnie jak tysiące osób w Polsce bądź na świecie, powielałam (np. zasada pięciu sekund, wedle której można zjeść kawałek jedzenia po tym, jak znalazł się na podłodze, jeśli odpowiednio szybko po niego sięgniemy i będziemy pewni, że bakterie nie zdążyły na niego wejść) w różnych sytuacjach życiowych, z niektórymi zetknęłam się po raz pierwszy (np. stworzenie najpopularniejszego obecnie wizerunku Świętego Mikołaja przez Coca-Colę albo to, że najwięcej ciepła z ludzkiego ciała ulatuje przez głowę).

Treść książki jest podzielona na pięćdziesiąt króciutkich rozdziałów (jeden rozdział równa się jednemu mitowi, a rozprawy mają od trzech do około pięciu stron) zawartych w sześciu częściach o niezwykle ciekawych tytułach, a mianowicie: „o dziejach świata bez znieczulenia”, „krwawa rozprawa z mitami z dzieciństwa”, „wielki pogrom mitów popkultury”, „mity, o których nie śniło się naszym bystrzakom”, „te straszne mity o zwierzętach” i „naga prawda o historii Polski”. Najpewniej suchy, naukowy ton nie sprawdziłby się akurat w tej książce, i autor musiał zdawać sobie z tego sprawę. Pozwolił on sobie zamieszczać na początku każdej rozprawy zabawne anegdoty lub nawiązania, a błędy w rozumowaniu wyjaśniał analogiami absolutnie pozbawionymi sensu, dzięki czemu dany mit od razu wydawał się czymś zupełnie niemądrym. Styl „Nic bardziej mylnego!” jest, zapewne w dobrej wierze, nieco ironiczny, przez zawoalowane metafory przyciężkawy, a mnogość obcojęzycznych nazwisk, uniwersytetów i placówek przy przytaczaniu badań może burzyć skupienie, ale czyta się dobrze. Nie jest to oczywiście najbardziej wymagająca lektura na świecie, jednakże chcąc z niej coś wynieść, by później naprostowywać cudze potyczki z mitami, należy się wczuć w jej klimat. Zauważyłam również, że autor przepada za sformułowaniem „między bajki można włożyć...” i w pierwszych mitach bardziej przedstawiał swoją walkę z mitami w taki sposób, by czytelnik poczuł się jak na sali sądowej.

25.02.2017

Kupione w lutym 2017 #1

Muszę się przyznać do jednej rzeczy. Mimo że na półkach w swojej biblioteczce mam książki, których jeszcze nie przeczytałam, nadal kupuję nowe. Mania, nad jaką ciężko zapanować, zwłaszcza że w sieci tyle kuszących ofert... W ostatnich dniach zakupiłam trzy książki po promocyjnej cenie i postanowiłam skrobnąć o nich słowo. Wśród nich jest absolutna nowość oraz dwa tytuły z poprzedniego roku. No to co? Zaczynamy!

„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender”

od wydawnictwa SQN (kliknięcie na nazwę wydawnictwa przeniesie na oficjalną stronę książki)

Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego…

Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.

Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?
Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie…

Jest to debiutancka powieść amerykańskiej autorki Leslye Walton. Książka, ze względu na pochlebne recenzje, przyciągnęła moją uwagę już dość dawno, bo w tamtym roku. Opowiada o zwykłej, niezwykłej dziewczynie, która nie jest żadną wróżką ani aniołem, ale posiada skrzydła. Według zachwyconych czytelników powieść wciąga i potrafi zauroczyć baśniowością naturalnie wplecioną w nieco pogmatwane życie Avy Lavender. Dodam, że okładka prezentuje się naprawdę dobrze. Tak ładnie wydane książki, chcąc nie chcąc, zaciekawiają i zakupowi trudno się oprzeć.

„Prawdodziejka”

od wydawnictwa SQN

Safiya i Iseult, młode czarodziejki, znów wpadły w tarapaty. Muszą uciekać. Natychmiast.

Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.

Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę.

Tę książkę kupiłam w pakiecie z opowieścią o Avie Lavender. Cieszy mnie fakt, że historia będzie przedstawiona z perspektywy dwóch bohaterek, choć podejrzewam, że pierwsze skrzypce odegra Safiya, tytułowa prawdodziejka. Ze względu na całkiem dobre oceny książki Susan Dennard, liczę na kawałek wciągającej i niebanalnej fantastyki. „Prawdodziejka” to pierwszy tom cyklu „Czaroziemie”. Jeśli zachwyci, na pewno sięgnę po kolejne części.

„Właśnie dziś, właśnie teraz”

od wydawnictwa Czwarta Strona

Trzy kobiety, trzy historie, jedna tęsknota – za życiem, w którym jest się dla kogoś naprawdę ważnym.

Zgorzkniała Sabina od lat samotnie opiekuje się zniedołężniałym ojcem, z którym łączy ją toksyczna relacja. Siedemdziesięcioletnia Bronisława ledwo wiąże koniec z końcem, utrzymując siebie i dorosłego syna, alkoholika. Elegancka Sonia prowadzi idealne życie w pięknym domu, z kochającym mężem i córką. Idealne do czasu pierwszego kryzysu…

Nieszczęśliwy wypadek skruszy dotychczasowy porządek i splecie ich losy… Każdej z kobiet przyjdzie zmierzyć się z innymi problemami i każda będzie musiała stawić czoło prawdzie, nie zawsze przyjemnej. Prawdzie o sobie samej i o najbliższych. Bo czasami życie musi nami mocno potrząsnąć, żebyśmy odnaleźli jego sens.

Właśnie dziś, właśnie teraz przekornie pokazuje, że czekanie może okazać się zgubne, a tragedia nie zawsze zapowiada koniec, lecz początek czegoś naprawdę wyjątkowego.

Tym razem powieść od polskiej autorki Karoliny Wilczyńskiej. Lubię czasem poczytać obyczaj. A tu, jak podejrzewam, będzie przemieszany z dramatem głównych bohaterek. Fakt, że historia zostanie podzielona na trzy postacie, których losy się ze sobą zetkną, nastawiają mnie bardzo pozytywnie na ten tytuł, ponieważ perspektywa więcej niż jednego bohatera pozwala na głębszą analizę tła sytuacyjnego. Choć Karolina Wilczyńska ma w swoim dorobku już kilka książek, to będzie moje pierwsze spotkanie z jej twórczością.

20.02.2017

Historia o odejściu i o tym, że świat zawsze rusza dalej, czyli „Chłopak, który stracił głowę”


Autor: John Corey Whaley
Tytuł: „Chłopak, który stracił głowę”
Tytuł oryginalny: „Noggin”
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 352

„Mówi się, że kiedy ktoś umiera, wraz z nim umiera jakaś cząstka nas wszystkich. I pewnie dlatego to musi boleć. Przez całe życie tracimy różne części siebie, aż w końcu nie mamy już nic do stracenia”.

Travis Coates, szesnastoletni bohater książki „Chłopak, który stracił głowę”, ocknął się pięć lat po swoim odejściu. Ponieważ był śmiertelnie chory, zgodził się na udział w kontrowersyjnym eksperymencie. Jego głowę oddzielono od umierającego ciała i zamrożono. Zabieg wcale nie gwarantował przywrócenia mu życia w przyszłości, inną opcją był powrót w momencie, gdy na świecie nie będzie już jego rodziny. Przez parę lat czekano na rozwój medycyny umożliwiający przeszczep i, rzecz jasna, odpowiedniego dawcę. Szansa pojawiła się pół dekady po „uśpieniu” Travisa. Zyskał on ciało niejakiego Jeremy’ego Pratta, a trwająca pięćdziesiąt sześć godzin operacja zakończyła się sukcesem. Niestety, choć minęło pięć lat, dla Travisa było to jak kilkugodzinna drzemka. Zmian, jakie zaszły w otoczeniu jego najbliższych, nie zauważył od razu...

Dwudziestojednolatek uwięziony w umyśle szesnastolatka musi przyzwyczaić się do funkcjonowania w nowym ciele. Z zadowoleniem odkrywa, że jest wyższy i bardziej umięśniony niż przedtem, a poza tym stanowi ogólnoświatową sensację – jego zdjęcie ze średniej szkoły przez parę tygodni nie znika z dzienników telewizyjnych, nie wspominając o stercie listów z całych Stanów Zjednoczonych i spoza kraju. Travis nie do końca odnajduje się w tej sytuacji, bo chciałby żyć normalnie i pragnie, aby wszystko było tak, jak sprzed okresu choroby. Nieustannie zadaje pytania o przyjaciół. Kyle, najlepszy kumpel Travisa, pojawia się na kartach powieści dość szybko, ale co z ukochaną Cate? Po paru tygodniach od przebudzenia nastolatek dowiaduje się, że jego (była) dziewczyna podczas pięcioletniej nieobecności sympatii ruszyła dalej i nawet się zaręczyła.

08.02.2017

Jak robić wszystko, czego zakazują poradniki, czyli „Ch…owa Pani Domu”


Autorka: Magdalena Kostyszyn
Tytuł: „Ch…owa Pani Domu”
Wydawnictwo: Flow Books
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka
Liczba stron: 288

„Co zrobić ze źle przeżytym dniem? Zanieść do działu reklamacji? Podrzucić sąsiadce? Pierdolnąć nim o ścianę?”

Z „Chujową Panią Domu” spotkałam się parę lat temu w serwisie Facebook. Stronę o nietuzinkowej tematyce szybko polubiłam, niejednokrotnie, w duchu, jednocząc się z niedoskonałymi dokonaniami kobiet z różnych części Polski. Zdjęcia nadsyłane na ten profil przedstawiają nie tylko bałagan, który za nic nie chce się posprzątać, ale i wypieki dalece nieprzypominające tych ze zdjęć inspiracyjnych lub niezwykłą kreatywność w wykorzystaniu różnych rzeczy niezgodnie z ich przeznaczeniem. Tampony jako separatory do malowania paznokci? Zastąpienie cedzaka rakietą tenisową? Przyczepienie do bocznej części suszarki zabawek nad łóżeczko dziecka? Między innymi to pojawiło się na „Chujowej Pani Domu”, a oprócz tego nadal przewijają się tam hasła zniechęcające w żartobliwy sposób do sprzątania, gotowania i ogółem prowadzenia domostwa. Dosadne treści przyczyniły się do fenomenu strony i wcale się nie dziwię, że zamiast płakać nad rozlanym mlekiem tudzież przypalonym garnkiem zarówno młode, jak i starsze kobiety postanowiły wziąć na luz i wspólnie się pośmiać. „Chujowa Pani Domu” to nie tylko prześmiewcza odpowiedź na uparte dążenie do perfekcji, promowane w mediach idealne żony, matki i kochanki, wszechobecne w Internecie fotografie pięknie przyrządzonych posiłków – to przede wszystkim przedstawienie prawdziwego, często przekornego, życia.

30.01.2017

Sposób na zemstę w (nie)idealnym wydaniu (nie)perfekcyjnych nastolatek, czyli „Perfekcyjne”

Autorka: Sara Shepard
Tytuł: „Perfekcyjne”
Tytuł oryginalny: „The Perfectionists”
Cykl: „The Perfectionists” (tom 1)
Wydawnictwo: Moondrive
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka
Liczba stron: 334

„– Ten chłopak ma wszystko.
– Oprócz serca.”

Pięć dziewcząt i chłopak mający na liście osiągnięć zniszczenie im wszystkim życia. To musi się skończyć tylko jednym: zemstą. Słodką, dobrze przemyślaną zemstą, dzięki której wspólny wróg, Nolan Hotchkiss, zapłaci za przewinienia, a tak się składa, że ma ich co nie miara. Osiemnastolatek z bogatego domu jest zadziwiająco okrutny w swojej bezwzględności wobec uczniów liceum w Beacon Heights. Bez wahania, jako że wpływowi rodzice zapewniają mu bezkarność, prześladuje słabszych i uwodzi koleżanki tylko po to, by później ośmieszyć je przed całą szkołą. Nic dziwnego, że Julie, Parker, Ava, Caitlin i Mackenzie darzą go głęboką nienawiścią i chcą, aby następnym razem to ON stał się pośmiewiskiem.

Plan zostaje stworzony spontanicznie, w szkole, na zajęciach poświęconych filmom. Główne bohaterki trafiają do jednej grupy dyskusyjnej i od słowa do słowa, zachęcone tematem zbrodni uzasadnionej moralnością, zaczynają rozmawiać o Nolanie. Julie ma dobre serce i nie znosi go dla zasady, Parker kiedyś się z nim przyjaźniła, ale została odrzucona po wypadku domowym, Ava była jego dziewczyną i została upokorzona, Cailtin straciła przez niego brata, a Mackenzie, zaślepiona zauroczeniem, wysłała mu półnagie zdjęcia. Nastolatki rozmyślają, jak mogłyby się pozbyć Nolana, który uczynił tak dużo złego. Później pozostawiają te wyobrażenia i przechodzą do bardziej realnego zagadnienia: poniżenia chłopaka. Okazja ku temu pojawia się wkrótce, jako że Nolan pod nieobecność rodziców organizuje wielką imprezę. Zamysł jest prosty. Przyćmić go OxyContinem – lekiem, który stosuje jak narkotyk – i zaciągnąć do sypialni, by potem zrobić kompromitujące zdjęcia z podłymi napisami na ciele. Tylko tyle i aż tyle, jak wkrótce się okaże… Domówka dobiega końca i nad ranem Nolan zostaje odnaleziony martwy. Julie, Parker, Ava, Caitlin i Mackenzie są przerażone i pełne zwątpienia. Czy to ich działania doprowadziły do śmierci chłopaka? Czy są winne? Blady cień niepewności pada na nieskalane życiorysy dziewcząt, gdy policja publicznie orzeka morderstwo i wszczyna dochodzenie w tej sprawie. I nagle okazuje się, że uczniowie uwielbiali i kochali Nolana, co dowodzi dwulicowości pewnych osób oraz wypowiadania się dobrze o zmarłym pod publikę.

11.01.2017

Uwięziona w jednym dniu ze swojego życia, czyli „7 razy dziś”

Autorka: Lauren Oliver
Tytuł: „7 razy dziś”
Tytuł oryginalny: „Before I Fall”
Wydawnictwo: Moondrive
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Liczba stron: 384

Przeżyć jeden dzień siedem razy z rzędu...

Gdyby istniała możliwość wyboru daty, z pewnością wiele osób pokusiłoby się na taką szansę. Kolekcjonując wspomnienia, dobre i złe, niejednokrotnie myślimy o powrocie do przeszłości, przeżyciu czegoś wspaniałego na nowo lub naprawieniu dawnych błędów. Choć odtwarzanie ich w tak namacalny sposób, raz za razem, mogłoby odebrać danym chwilom wyjątkowość albo zepsuć jeszcze bardziej to, co stanowiło nasze niepowodzenie. Skupię się jednak na innym wymiarze gry z czasem. Bo być uwięzionym w dobie niekoniecznie obfitującej w radość i mającej zakończyć się źle... To już znacznie gorsza, znacznie bardziej poplątana sprawa. O byciu ofiarą takich zawirowań przekonała się siedemnastoletnia Samantha Kingston, główna bohaterka powieści pt. „7 razy dziś”.

Wydaje się, że nastolatka jest skazana na sielankowe życie popularnej dziewczyny, lubianej i budzącej w szkole respekt lub zazdrość. Jest urodna, ma trzy wystrzałowe przyjaciółki i przystojnego chłopaka, sportowca, w którym podkochuje się całe mnóstwo dziewcząt z młodszych klas. Przez wzgląd na atrakcyjność Sam i otoczkę łatwego, przyjemnego życia, na początku lektura może nie wydać się zachęcająca, chyba że czytelnik miał już styczność z akcją osadzoną w amerykańskiej szkole średniej. Na początku sama zarzucałam Lauren Oliver, autorce, ustawienie poprzeczki nisko, bo czy istnieje coś prostszego od wykreowania nieskomplikowanego bohatera i rzucenie go z nagła w wir niesprzyjających wydarzeń? Dopiero w miarę czytania zrozumiałam, że wspomniana wyżej pisarka musiała wykazać się prawdziwą starannością w łączeniu ze sobą wszystkich maleńkich elementów, ponieważ każdy opowiedziany dzień Sam, mimo iż ten sam, stanowi odrębną historię.

Odwiedziny

Obserwatorzy