11.01.2017

Uwięziona w jednym dniu ze swojego życia, czyli „7 razy dziś”

Autorka: Lauren Oliver
Tytuł: „7 razy dziś”
Tytuł oryginalny: „Before I Fall”
Wydawnictwo: Moondrive
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Liczba stron: 384

Przeżyć jeden dzień siedem razy z rzędu...

Gdyby istniała możliwość wyboru daty, z pewnością wiele osób pokusiłoby się na taką szansę. Kolekcjonując wspomnienia, dobre i złe, niejednokrotnie myślimy o powrocie do przeszłości, przeżyciu czegoś wspaniałego na nowo lub naprawieniu dawnych błędów. Choć odtwarzanie ich w tak namacalny sposób, raz za razem, mogłoby odebrać danym chwilom wyjątkowość albo zepsuć jeszcze bardziej to, co stanowiło nasze niepowodzenie. Skupię się jednak na innym wymiarze gry z czasem. Bo być uwięzionym w dobie niekoniecznie obfitującej w radość i mającej zakończyć się źle... To już znacznie gorsza, znacznie bardziej poplątana sprawa. O byciu ofiarą takich zawirowań przekonała się siedemnastoletnia Samantha Kingston, główna bohaterka powieści pt. „7 razy dziś”.

Wydaje się, że nastolatka jest skazana na sielankowe życie popularnej dziewczyny, lubianej i budzącej w szkole respekt lub zazdrość. Jest urodna, ma trzy wystrzałowe przyjaciółki i przystojnego chłopaka, sportowca, w którym podkochuje się całe mnóstwo dziewcząt z młodszych klas. Przez wzgląd na atrakcyjność Sam i otoczkę łatwego, przyjemnego życia, na początku lektura może nie wydać się zachęcająca, chyba że czytelnik miał już styczność z akcją osadzoną w amerykańskiej szkole średniej. Na początku sama zarzucałam Lauren Oliver, autorce, ustawienie poprzeczki nisko, bo czy istnieje coś prostszego od wykreowania nieskomplikowanego bohatera i rzucenie go z nagła w wir niesprzyjających wydarzeń? Dopiero w miarę czytania zrozumiałam, że wspomniana wyżej pisarka musiała wykazać się prawdziwą starannością w łączeniu ze sobą wszystkich maleńkich elementów, ponieważ każdy opowiedziany dzień Sam, mimo iż ten sam, stanowi odrębną historię.

Całość rozpoczyna od poranku w Dzień Kupidyna. Jest 12 lutego, piątek, a Sam wstaje, żeby przygotować się do wyjścia do liceum. Jej myśli zajmuje przede wszystkim to, ile otrzyma Valogramów, tj. róż z liścikiem stanowiących walentynkę z telegramem. Suma zebranych Valogramów w ciągu lekcji i przerw świadczy o popularności, dlatego Sam oraz jej przyjaciółki: Lindsay Edgecombe, Ally Harris i Elody (jej nazwisko nigdy nie padło w książce) mają nadzieję, że dostaną ich minimum dziesięć na głowę. Taki oto przedsmak święta zakochanych ma być doskonałym wprowadzeniem do nadchodzącego weekendu. Dla Sam zbliża się także wyjątkowy wieczór: ma przeżyć ze swoim ukochanym Robem Cokranem pierwszy raz. W szkole nie dzieje się za wiele. Kartkówka z chemii, niewinny flirt z młodym nauczycielem od matematyki, spotkanie z chłopakiem na stołówce, przekomarzanie się z przyjaciółkami i inne tego typu sprawy. Pojawia się również Juliet Sykes, szkolne „dziwadło”, które jednak odegra dużą rolę, oraz Kent McFuller, dawny przyjaciel Sam. Nieco niezdarny nastolatek nie należy do elity, ale pod nieobecność rodziców organizuje domówkę i zaprasza na nią wszystkich. Na imprezę przyjaciółki szykują się w domu Ally. Na miejscu, w domu Kenta, jest już mnóstwo gości, w tym podpity Rob ze swoimi koleżkami. Mimo stanu nietrzeźwości chłopaka, Sam stara się bawić dobrze. Do momentu, aż nieoczekiwanie zjawia się Juliet Sykes, ofiara niezliczonych żartów innych uczniów. To, co wydarzy się niedługo potem zaważy na całym życiu Sam. W drodze powrotnej z imprezy dziewczyny mają wypadek (tak, prowadzenie samochodu po wypiciu alkoholu to w „7 razy dziś” norma), a jednak Sam budzi się następnego ranka we własnym łóżku i co widzi na ekranie komórki? Datę 12 lutego. Nastolatka stwierdza, że miała realny sen i tłumaczy wszystko déjà vu, ale za dużo rzeczy się powiela. Kiedy przychodzi jej przeżyć Dzień Kupidyna po raz trzeci, jest już przekonana o tym, że znalazła się w pułapce czasu i nie wie, co jest prawdziwe i co się liczy. Przestaje się przejmować czymkolwiek i zanim zacznie łączyć małe puzzle w jeden obraz, by dowiedzieć się o swoim przeznaczeniu, minie trochę czasu w nadzwyczajnym więzieniu czasoprzestrzennym.

Momentami jest nużąco, zwłaszcza gdy Sam po raz enty opisuje zapach Roba (pot i balsam cytrynowy, mniam) lub opisuje Lindsay, liderkę świty, jako niezależną i niezniszczalną osobowość, mimo że panna Edgecombe okaże się słabsza niż na to wygląda. Na miejscu głównej bohaterki chyba świrowałabym bardziej ze strachu przez powtarzający się wciąż dzień. Jednak autorka dobrze poradziła sobie z opisaniem stanu psychicznego Sam, przechodząc kolejno przez poszczególne etapy: dzień niedowierzania, dzień zaprzeczania, dzień buntu, dzień zrozumienia, dzień nadziei i dzień pogodzenia się z losem. To, jak sobie poukładała sprawy, było niesamowite dla mnie jako czytelniczki. Obdarzyłam ją sympatią. Pozostałe postacie niekiedy wydawały się przewidywalne, jakby całe ich jestestwo w powieści zostało oparte o jedną cechę charakteru. To jednak można wybaczyć, ponieważ książka i tak była dość długa, a najważniejszą rolę odegrała Sam. Chwile, kiedy pragnęła coś naprawić, ale coś innego się psuło, przypominało mi o „Efekcie motyla”, zresztą teoria chaosu przewija się na kartach książki wielokrotnie.

Fabuła ma do zaoferowania niezwykle dużo. Jeden dzień, siedem wersji, każda przedstawia inne oblicze Sam, każda przybliża innych bohaterów. To fascynujące, bo ta jedna doba ujęta pod różnym kątem daje czytelnikowi do zrozumienia, że nie jest się w stanie być wszędzie, być zdolnym do zobaczenia wszystkiego, co mógłby dać dzień.

„7 razy dziś” polecam zwłaszcza młodzieży. Nie wiem, czy można w przypadku tego tytułu mówić o głębszej refleksji, ale śmiech i łzy wzruszenia są gwarantowane. Oczekiwanie na to, jak potoczy się kolejny raz ten sam dzień zmusza do czytania, czytania i czytania. Myślę, że w przyszłości powrócę do tej książki, kopalni ładnych opisów i cytatów (niektóre banalne, ale to tylko młodzieżówka). Tymczasem po pysznym zwiastunie czekam na premierę ekranizacji dzieła Lauren Oliver, film „Before I Fall”.

Ocena: 6 na 10 gwiazdek
Werdykt: czytanie szło jak po maśle, ale bez większej satysfakcji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odwiedziny

Obserwatorzy