12.03.2017

Historia kobiet uzależnionych od czekania, czyli „Właśnie dziś, właśnie teraz”

Autorka: Karolina Wilczyńska
Tytuł: „Właśnie dziś, właśnie teraz”
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Okładka: miękka
Liczba stron: 328

Najnowsza powieść Karoliny Wilczyńskiej, „Właśnie dziś, właśnie teraz”, opowiada o trzech z początku obcych sobie kobietach połączonych wspólną tragedią. Choć Sonia, Sabina i Bronisława pochodzą z różnych światów, to ich rozterki życiowe są zaskakująco podobne. Poznają się one w szpitalu, do którego trafiają po pożarze w hipermarkecie. Sonia i Bronisława chciały skorzystać z promocji na zabawki, a Sabina, kierowniczka działu dziecięcego, ucierpiała w czasie swojej zmiany. Panie nie od razu nawiązują ze sobą kontakt, na sali właściwie nie przejawiają zainteresowania sobą nawzajem. Może poza Bronisławą, najstarszą i najmilszą, wykazującą chęć pomocy zwłaszcza Sonii, która utraciła czucie w nogach. Natomiast Sabina po urazie głowy nie myśli o dalszych badaniach, ale o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i na ponów zająć się niedołężnym ojcem. Mając za nic opinię lekarza, wypisuje się ze szpitala na własne żądanie po upływie zaledwie doby od wypadku. Parę dni później placówkę opuszczają niepełnosprawna Sonia i obolała Bronisława. Sonia powraca do męża i nastoletniej córki, a Bronisława do syna, na którego pomoc nie może liczyć, bo ten woli zatracać się w alkoholu.

Część powieści przedstawia perypetie bohaterek po powrocie do „normalności”. Krótkie rozdziały napisane z trzech perspektyw przeplatają się ze sobą, a wszystko wkrótce zaczyna zmierzać do ponownego spotkania kobiet. Od Sonii odwróciły się koleżanki i całe dnie siedzi domu, a jej relacje z zapracowanym mężem i niedobrą córką ciągle ulegają pogorszeniu. Któregoś razu, odpoczywając na balkonie, dostrzega idącą z zakupami Sabinę. Woła ją i prosi o krótką wizytę. Wkrótce Sabina, chętna do pomocy, postanawia odwiedzać Sonię dwa razy na tydzień i z trudem przyznaje przed samą sobą, że nawet krótki odpoczynek od nieznośnego, nieczułego ojca to jak odrobina nieba. Z kolei Bronisława zaczyna dorabiać u Sonii jako gospodyni po sugestii Sabiny. I tak, mimo że trudno to nazwać przyjaźnią, kobiety spędzają wspólnie czas i każda czerpie z tego jakieś korzyści. Sonia przebywa z innymi ofiarami wypadku i znajduje w tym pocieszenie, Sabina może odetchnąć od codziennych obowiązków, a Bronisława wreszcie czuje się potrzebna.

Niezwykle istotne jest to, co cechuje je wszystkie – ciągłe czekanie na szczere zainteresowanie i miłość ze strony bliskich. Czują się niekochane, niedocenione i niechciane. Skrycie pragną jakiegokolwiek znaku, by móc przekonać się, że mają dla kogo żyć. I ta potrzeba, bez względu na wiek, charakter oraz zamożność, przebija się przez wiele stron książki. Momentami bywa to drażniące, bowiem bohaterki czekają na coś, co nie nadejdzie i czytelnik doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Sonia może i ma szansę na naprawę relacji ze zbuntowaną Oleńką, natomiast Krzysztof, dystansujący się mąż-pracoholik, raczej nie ma ochoty na spoufalanie się z niepełnosprawną żoną. Niemłoda już Sabina, zamiast wziąć życie w swoje ręce i zrobić coś dla siebie, ciągle z żalem patrzy na dziewięćdziesięcioletniego ojca, od jakiego nawet za młodu nie usłyszała miłego słowa na swój temat. Pozostaje Bronisława, najbardziej naiwna, patrząca na syna jak na anioła, podczas gdy Jerzyk nie pomaga matce i jest w stanie urządzić w nocy awanturę, aby wydrzeć jej z ręki ostatni grosz. Stąd frustracja i złość na kobiety. Poza tym ciężko obdarzyć je sympatią mogącą przewyższyć zwyczajne współczucie, a mężczyźni, włączając w to nastoletniego chłopaka Oleńki, są ukazani w bardzo negatywnym świetle!

Choć spodziewałam się poruszającej powieści, nie sądziłam, że będzie ona aż taka smutna. Bardzo, bardzo smutna. Autorka rzuciła kłody pod nogi swoich bohaterek i mimo iż wypadek nauczył je o życiu dużo, to z pewnością straciły coś, czego nie można odzyskać. Miłość mężczyzny, resztki szacunku do samej siebie i zdrowie. Los jednej z głównej postaci zakończył się, niestety, tragicznie. Raz czy dwa miałam łzy w oczach. Jak wiele może być takich kobiet jak Sonia, które, próbując zadowolić za wszelką cenę męża, zaniedbują kontakt z dziećmi? Jak wiele Sabin opiekujących się niedołężnymi rodzicami, a w zamian otrzymujących nic? Jak wiele Bronisław ślepo wierzących w to, że bliscy się zmienią, odwdzięczą za lata troski? Każdej z nich współczułam sytuacji, bezradności i braku szansy na to, by naprawdę być sobą i czerpać z każdego dnia odrobinę przyjemności.

Polecam książkę Karoliny Wilczyńskiej osobom, które chętnie sięgają po obyczajowe powieści, ale nie lekkie z humorem, a te z domieszką dramatu. Z pewnością docenią przesłanie tej historii i uważniej przyjrzą się swojemu otoczeniu, a także zastanowią się nad tym, czy same nie czekają zupełnie bezsensownie na coś, co wcale może nie nadejść. Bowiem okazuje się, że na oczekiwanie można stracić całe lata...

Ocena: 6 na 10 gwiazdek
Werdykt: czytanie szło jak po maśle, ale bez większej satysfakcji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wróć na górę