31.05.2017

Wiedźma nie zawsze wie, że jest wiedźmą, czyli „Czarownica”

Autorka: Anna Litwinek
Tytuł: „Czarownica”
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka
Liczba stron: 400

W taką magię mogłabym uwierzyć, że istnieje naprawdę. To właśnie pomyślałam tuż po odłożeniu „Czarownicy” na półkę, a zrobiłam to z wielkim smutkiem, bo choć powieść wydawała się zamknięta, to przez końcowe rozdziały w mojej głowie nazbierało się tak dużo pytań, że odpowiedzi na nie mogłabym otrzymać jedynie w kontynuacji tej czarującej książki.

Główną bohaterką „Czarownicy”, debiutu literackiego Anny Litwinek, jest Sonia Hunamska. Pracuje w redakcji lokalnego dziennika i wiedzie poukładane życie. W miłości raczej nie ma szczęścia, ale posiada grono oddanych przyjaciół. Nic nie wskazuje na to, że w ciągu kilku dni wszystko się zmieni, a jej ciałem i duszą zawładnie potężna moc desperacko szukająca ujścia. Trudne do wyjaśnienia rzeczy zaczynają dziać się z Sonią tuż po jej trzydziestych urodzinach. Miewa dziwne sny przechodzące w wizje, a w nich utożsamia się z kobietą, która najwyraźniej żyła parę wieków przed nią i została oskarżona o uprawianie czarów. Dochodzą też omdlenia w różnych miejscach. Biuro, kościół… To wystarcza do niepokoju odczuwanego przez Sonię, zwłaszcza że jej matka przed zaginięciem wiele lat temu miała podobne symptomy. Ponieważ końcówka roku daje się we znaki nawałem pracy, dziennikarka początkowo bagatelizuje swoje objawy i poświęca większość uwagi nowemu materiałowi do gazety. Bardziej zaaferowana wydaje się ciotka Hala, niegdysiejsza prawna opiekunka dziewczyny. W międzyczasie pojawia się Iwo Petrarka, archeolog zarządzający wykopaliskami nieopodal kościelnych terenów. To z nim Sonia przeprowadza wywiad, a odnalezione groby, „wampirze” groby, stają się prawdziwą sensacją wśród mieszkańców miasta. Rozdmuchanie tych informacji nie podoba się zwłaszcza Aleksandrowi Sotowi, kościelnemu adwokatowi. Wysyła w stronę dziennikarki pogróżki, ale szybko okazuje się, że chodzi o coś więcej niż archeologiczne znaleziska. Wkrótce Sonia dowiaduje się od ciotki, iż postępujące złe samopoczucie ma związek z prastarą magią żywiołów. Wieści o swoim prawdziwym pochodzeniu przyjmuje z dystansem, dopiero w miarę upływu czasu zaczyna dowierzać i zgadza się na przyjęcie daru wbrew woli tych, którzy najchętniej zamknęliby ją w ukryciu i przeczekali dogodny czas na przeprowadzenie inicjacji, czyli Solstitium.

„Obrzęd czasem nazywany był pocałunkiem słonecznej bogini. Słowiańskiej bogini sprzed tysięcy lat, czczonej jeszcze, zanim życiodajną rolę panującego nad ziemią słońca przejęło męskie bóstwo. Bogini o imieniu Saule. Saule, czyli słońce”.

Czas akcji zamyka się w trzynastu dniach, od 25 grudnia do 6 stycznia. W niespełna dwa tygodnie Sonia musi znaleźć sposób na przejście obrzędu Solstitium i zostanie pełnoprawną mądrą kobietą, inaczej straci szansę na fascynujące doświadczenia, a co gorsza, popadnie w głęboką depresję. Nie wszyscy chcą dopuścić Sonię do magii. Wrogowie przygotowują staranny plan, wedle którego kobieta nigdy nie zostanie sagacytką. A jedynymi osobami, jakie mogą jej pomóc, są ciotka Hala, Iwo i jego dziadek Barnaba. Nie zdradzę, jak potoczą się losy Sonii, ale nie będzie łatwo, a wręcz horrendalnie ciężko.

Autorka wykreowała niezwykle różnorodne i zapadające w pamięć postacie. Sonia jest bardzo temperamentna i, jak na dziennikarkę przystało, ciekawska. Iwo posiada zadatki na pedanta, ale w dobrym znaczeniu, poza tym jest człowiekiem, któremu można powierzyć nawet własne życie. Barwna jak ptak Hala to nie tylko ciotka, ale i kobieta z własnym stylem i pociągiem do podróżowania. Są też kierujący wnukiem Barnaba, zimny Aleksander i Tytus, który nie do końca wie, po czyjej stronie stanąć. Jedyne, czego było mi szkoda, to ciągłego rozmijania się dwójki głównych bohaterów. Sonia i Iwo od pierwszego spotkania, czyli wywiadu na zlecenie „Życia Miasta”, do finału wymieniali jedynie korespondencję listowną i nagrania na poczcie głosowej. Niektórzy mają też zarzuty odnoszące się do tempa akcji. Fakt, jest dużo obyczaju, opisów oraz scen niekoniecznie mających istotny wpływ na fabułę, ale mi to odpowiadało, bo subtelne podkręcanie biegu wydarzeń pasowało do tej powieści.

Kontynuację „Czarownicy” chciałabym dostać w swoje ręce z kilku względów. Po pierwsze – czytelnicy mogliby poczytać o Sonii biorącej udział w magicznych rytuałach lub poznającej tajniki swej mocy, bo czuć niedosyt, jako że samo dążenie do stania się czarownicą zajmuje bohaterce niemal całą powieść. Po drugie – wierzę, że Sonia i Iwo mają kilka niedokończonych spraw. Już dawno nie byłam tak pewna silnego przyciągania między dwoma postaciami literackimi, a oni doskonale się uzupełniają… jak dwa żywioły. Niczego nie zmienia fakt, że między stronami przewija się jej dawna miłość, Tytus Zaniecki. Po trzecie – w książce pojawia się tak wiele rzadko spotykanych imion, że chętnie zobaczyłabym, jak zostaną nazwani nowi bohaterowie. Po czwarte – potencjał świata przedstawionego jest szeroki i głęboki. Sama społeczność sagacytów daje dużo możliwości, chętnie poznałabym nowe wiedźmy lub nowych czarowników, może nieco bardziej doświadczonych od Sonii, wraz z ich historiami. Innym aspektem są obrzędy i zaklęcia, a skoro pojawiły się też przyjazne duchy oraz demony, to i ta kwestia mogłaby być rozwinięta o nowe byty. Po piąte – dziedzictwo Sonii nadal tkwi pod znakiem zapytania. Choć linia mocy ze strony ojca, Czanbaja, została wyjaśniona, to nie do końca wiadomo, co stało się z Milą, czyli matką. Wydarzenia ukazane w książce pozwalają czytelnikowi sądzić, że przeszła obrzęd Solstitium, ale nie wykorzystała mocy do służenia naturze. Niestety, do konfrontacji obu kobiet ostatecznie nie doszło. Jak widać, kilka mocnych argumentów za powstaniem kontynuacji książki jest. Głównie za sprawą czystej ciekawości, ale i zachwytu nad pisarskim polotem Anny Litwinek.

Polecam „Czarownicę” osobom odczuwającym brak magii w codziennym życiu. Powieść stanowi idealne połączenie fantastyki, obyczaju i nuty romansu, dlatego urzeknie zarówno młodsze, jak i starsze czytelniczki.

Ocena: 7/10
Werdykt: czytanie sprawiło przyjemność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wróć na górę