18.05.2017

O krótkim życiu romantycznej poetki, czyli „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”*

Autorka: Mariola Pryzwan
Tytuł: „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2015
Okładka: twarda
Liczba stron: 360

„ptaku mojego serca
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz”

Dawno już pragnęłam przeczytać biografię Haliny Poświatowskiej, bowiem ona, odkryta na lekcji polskiego jeszcze za czasów gimnazjum wraz z wierszem „Jestem Julią”, stanowiła dla mnie jedną z pierwszych inspiracji do zainteresowania się poezją i pisania własnych utworów. A ja od maleńkości czułam wewnątrz silną potrzebę wyrażania się w słowach, choć brakowało mi jakiejś pobudki do czynów, a ją odnalazłam właśnie w osobie Poświatowskiej. Wydawało mi się, że wiem o poetce z poprzedniego wieku sporo, ale notki biograficzne znalezione w sieci to tylko ułamek tego, czego można się dowiedzieć za sprawą „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”. Naprawdę zachwyciłam się tym wydawnictwem i oprawą graficzną, a w środku niespodzianką okazało się całe mnóstwo fotografii poetki. I pozowanych, i takich zwyczajnych, albumowych zdjęć, jakich ma się w szafce pełno. I każdy, kto opisywał wspomnienia z nią związane, zachwycał się urodą Haliny, jej inteligencją oraz humorem. Przez wzgląd na jej chorowitość, zawsze wydawało mi się, że była raczej skryta i nie obnosiła się swoją twórczością. Wraz z lekturą skonfrontowałam swoje dotychczasowe „wydawania się”. Prawdziwa Haśka, nie taka z wyobrażeń, wręcz pragnęła, by ją czytano i lubiano. Wiersze od razu dawała matce, Stanisławie Mygowej, do przepisania na maszynie i posłania w świat. Haśka znała się nawet z Wisławą Szymborską. Noblistka ceniła poezję Poświatowskiej i widywała się z nią.

Co mi się natomiast nie spodobało, gdy z dystansu spojrzałam na tę biografię, to swego rodzaju idealizacja osoby Haliny, podczas gdy jedynie zdawkowo, jakby były to tematy tabu, podchodzono do ciemniejszych stron jej życia. Takimi zdarzeniami, jakie niewątpliwie odcisnęły piętno na jej kruchej duszy, były romanse z żonatymi mężczyznami, związek z młodszym o siedem lat chłopcem czy nieudana próba samobójcza. Ale mało wzmianek jest o tychże sprawach, sama Haśka niechętnie mówiła choćby o mężu, przedwcześnie zmarłym Adolfie Poświatowskim, a ci wszyscy jej bliscy i dalecy przyjaciele zdawali się niezwykle szanować intymną, ocierającą się trochę o miłość, trochę o rozpacz, sferę. Pomni na to, że ich słowa trafią do druku (pierwotnie w książce „Ja minę, ty miniesz... : wspomnienia o Halinie Poświatowskiej”), skupili się raczej na tym, by Halinę jak najserdeczniej opisać, w końcu o zmarłych wypada mówić dobrze albo wcale.

„ptaku mojego serca
nie płacz
nakarmię cię ziarnem tkliwości
fruniesz”

Nie ulega wątpliwości, że Haśka kochała życie i bała się śmierci. W jednym ze wspomnień padło zdanie, że „w rok przeżywała parę lat”, ponieważ nie dała się zamknąć w matczynej klatce opiekuńczości i z uporem realizowała swoje małe marzenia. Jeszcze jako nastolatka została żoną (wcześnie owdowiała), a na sprzeciwy matki rzuciła, że i tak zamierza sypiać z Adolfem Poświatowskim. Była nieustępliwa wobec samej siebie, a jednocześnie przepełniona kobiecym, łatwym do zauważenia urokiem, który okalał ją jakby całą, od stóp do głów. Wzbudzała rozmaite emocje, w dużej mierze pozytywne, bo była kochająca, zwykle pomocna i troskliwa. Niektórzy opisali ją też jako kobietę nieco egoistyczną czy zbyt mocno epatującą swoimi poglądami, ale każdy gest, słowo lub śmiech zawsze płynęły ze szczerości chorowitego serca. Miała w życiu odrobinę szczęścia, ponieważ otaczało ją grono oddanych przyjaciół i wspaniała rodzina, i to dzięki wartościowym znajomościom popłynęła do Stanów Zjednoczonych, by w 1958 roku przejść skomplikowaną operację. Trudny zabieg nie gwarantował, że Haśka przeżyje, lecz okazało się, że podarował jej dziewięć lat wypełnionych lepszym samopoczuciem, lżejszym oddechem, ciężką nauką, literaturą i zauroczeniami.

Odkrycie talentu pisarskiego Poświatowskiej przypisuje się jej mamie, Stanisławie i, jak na ironię, wadzie serca. Jej wiersze bardzo się podobały i wyróżniały na tle poezji innych młodych ówczesnych poetów. Przyrównywano ją do Zofii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale i podkreślano, że twórczość Haliny jest inna, bardziej otwarta na erotyczność, przepełniona pragnieniem życia i świadomością, iż prędzej czy później słabe serce poetki odmówi pracy. Zdecydowanie przynależała do typu artystycznego aniżeli typu rzemieślniczego. Nie przepadała za pracą nad napisanymi i wydrukowanymi już tekstami, wolała stworzyć coś nowego. Unikała maszyn do pisania, a do redakcji czasopism wiersze zanosiła właśnie pani Myga. Każda pochlebna recenzja bądź opinia sprawiała, że Haśka promieniała z radości, nie wiadomo jednak, jak radziła sobie z krytyką. Prawdopodobnie uważała, że czas jest zbyt cenny, żeby się nią nadto przejmować, a i należała do częstochowskiego grona literatów, a później i krakowskiego, więc była obyta w środowisku twórczym. Zapewne rozumiała, z czym się taka przynależność może wiązać. Zdecydowanie, wnioskując po tych wszystkich zdjęciach i listach, lubiła pisać dedykacje i wiersze luźno związane z osobami pojawiającymi się w jej życiu. Próbowała też prozy i przekładów poezji zagranicznej na język polski. Dorobek literacki poetki do dziś jest podziwiany i spełnia się nadzieja młodszej siostry Haliny, Małgorzaty, która pragnęła, by o niej pamiętano.

„ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz”

Polecam tę biografię wszystkim osobom doceniającym twórczość Haliny Poświatowskiej. To przepięknie wydana książka, od jakiej ciężko się oderwać. I, choć to może zabrzmieć co najmniej dziwnie, wraz z końcowymi stronami czułam się, jakby życie poetki kończyło się po raz kolejny. Niemniej jednak uchwycona jest ujmująco, jakby dotykało się części jej delikatnej duszy. A mimo to nie przestaje być efemeryczną, zagadkową nimfą, której życie było krótkie, lecz obfitowało w mnóstwo wydarzeń, tych satysfakcjonujących i tych przynoszących cierpienie.

Ocena: 8/10
Werdykt: czytanie sprawiło przyjemność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odwiedziny

Obserwatorzy