27.06.2017

W miasteczku Fjällbacka ponoć zdarzyło się już wszystko, czyli „Pogromca lwów”

Autor: Camilla Läckberg
Tytuł: „Pogromca lwów”
Tytuł oryginalny: „Lejontamjaren”
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2016
Okładka: miękka
Liczba stron: 428

Lwy są niesamowicie niebezpiecznymi zwierzętami, drapieżnikami gotowymi rozszarpać ofiarę. Niewielu ludzi potrafi opanować strach przed tą nieobliczalną siłą, by zrozumieć ich dziką naturę i szkolić je na potrzeby uciechy tłumów. Vladek Kowalski, mężczyzna pochodzący z wędrownej rodziny cyrkowców, potrafił. Tyle że dla pewnej młodej Szwedki zrezygnował z życia, jakie znał, a niecałą dekadę później został przez nią bestialsko zamordowany. Jednak zabójstwo sprzed lat to tylko mały element w całej sieci powiązań dotyczących zaginięć młodych dziewcząt.

Fjällbacka, mroźny styczeń. Zaginiona od kilku miesięcy Victoria nagle wyłania się z lasu i wpada wprost pod koła jadącego samochodu. W szpitalu, gdzie trwa walka o jej życie, okazuje się, że została okaleczona w sposób barbarzyński – usunięto jej oczy, obcięto język i pozbawiono słuchu. Komuś bardzo zależało na odcięciu dziewczyny od świata zmysłów, a najgorsza jest obawa, iż to samo mogło się przydarzyć paru innym nastolatkom, które rozpłynęły się w powietrzu. Oprawca, kimkolwiek jest, gustuje w ciemnowłosych dziewczętach o jasnych oczach. Poza tym nic więcej ich nie łączy… a może jednak? Sprawę przejmuje miejscowa policja, a najbardziej zaangażowani wydają się pisarka Erika Flack i policjant Patrik Hedström, jej mąż. Małżeństwo stanowi udany duet nie tylko w życiu prywatnym. Obdarzona niezwykłą intuicją i zdolnością łączenia faktów Erika często pomaga w wyjaśnianiu różnych zagwozdek. Natomiast Patrik sprawuje pieczę nad postępem w prowadzeniu śledztw i dba o to, aby nie pominięto najdrobniejszych informacji. W przypadku Victorii postępowanie jest podwójnie trudne. Żadnych poszlak, żadnych świadków. Zdaje się, że jej brat coś ukrywa, ale czy chłopak zdoła zaufać komuś na tyle, aby zdradzić swoje podejrzenia?

W międzyczasie czytelnik śledzi życie Perssonów, rodziny prowadzącej szkółkę jeździecką dla młodych dziewczyn. Tak się składa, że Victoria uczęszczała do nich na lekcje. Wydarzenia z tamtego miejsca są ukazywane z punktu widzenia instruktorki Marty, jej męża Jonasa, weterynarza, jego rodziców i córki Molly. Jest jeszcze Tyra, najbliższa przyjaciółka Victorii, nieco zamknięta w sobie, ale bardzo utalentowana. Z drugiej strony przedstawiane są spotkania Eriki z Lailą odsiadującą wyrok za zabójstwo męża. Z jakiegoś powodu kobieta chce widywać się z pisarką, ale ich rozmowy do pewnego czasu są bezowocne, co wprawia Erikę w irytację. Mimo wszystko instynkt podpowiada jej, że zabójczyni przygotowuje się, wolno bo wolno, do powiedzenia czegoś, co mogłoby zmienić spojrzenie na krwawe morderstwo Vladka Kowalskiego. Laila przed laty urodziła mu dwójkę dzieci, ale z rozrzewnieniem mówi jedynie o synu, niemal zupełnie pomijając córkę, co mocno zastanawia Erikę.

Im dalej w las, tym więcej wskazówek dotyczących Victorii i pozostałych zaginionych dziewcząt. Policjanci z różnych części Szwecji przekazują sobie dowody związane z młodymi kobietami pasującymi do klucza – jasne oczy i ciemne włosy. Niby nic nie łączy ofiar, ale niektórzy, w tym właśnie Erika i Patrik, są przekonani, że coś jest stale pomijane. Stworzony zostaje także portret psychologiczny porywacza, na którym później opierają się poszukiwania sprawcy. Kawałek po kawałku, z całej tej gmatwaniny wreszcie zaczyna się wyłaniać szokujący obraz chorej fascynacji i dewiacji w najpotworniejszej formie. Autorka nie pozwala czytelnikowi na zbyt dużo domysłów, umiejętnie stosując zmyłki. Jednak była rzecz, która bardzo mi przeszkadzała, a mianowicie częste sformułowania dotyczące tego, że ktoś zaangażowany w dochodzenie – najczęściej para głównych bohaterów – nagle zdał sobie sprawę, iż właśnie dodał do układanki ważny element i było to TAKIE oczywiste. Rzecz jasna czytelnik na wyjaśnienie musi czekać przez kilka następnych rozdziałów. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby coś takiego pojawiło się dwa, trzy razy, ale w książce roiło się od cudownych olśnień.

Opinie na temat książki są różne. Dla jednych „Pogromca lwów” to powrót autorki do kryminałów w wielkim wydaniu, inni wydają się znużeni naciąganiem spraw w tak małym miasteczku liczącym niecałe tysiąc mieszkańców. Mi czytało się dobrze, ale uważam, że lwią część powieści zajęły niepotrzebne opisy, powroty do przeszłości i sentymenty bohaterów. Na plus na pewno zaliczę mnogość perspektyw pozwalającą poznać różne postacie. Taki zabieg doskonale się sprawdza w przypadku „Pogromcy lwów”, bo czytelnik może zagłębić się w czyjąś psychikę i zacząć snuć własne podejrzenia, a raczej ciężko się domyślić, jak blisko czyhał sprawca, bo wcale się nie wydawało, że akurat TA osoba okaże się winna. Ostateczne rozwiązanie serii zaginięć uważam za zniesmaczające, pełne brudu i mroku. W okolicach połowy powieści miałam już pomysł na zakończenie, ale okazało się absolutnie błędne, choć byłoby ono prostsze i łatwiejsze do przełknięcia. Oczywiście domyślam się, że kryminał ma szokować, ale ostatnie strony „Pogromcy lwów” mnie zawiodły i stwierdziłam z westchnieniem, iż naprawdę wolałabym prostszy do odgadnięcia motyw zbrodni.

To było moje pierwsze zetknięcie z książką Camilli Läckberg, poczytnej szwedzkiej pisarki. Na razie nie zanosi się na więcej. Myślę, że prędzej sięgnę po samodzielny kryminał, a nie jedną z części szerokiej serii. Natomiast autorce nie mogę odmówić logiki i warsztatu.

Ocena: 7/10
Werdykt: czytanie sprawiło przyjemność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wróć na górę