12.08.2017

Żyjąc w bańce, niekoniecznie mydlanej, czyli „Ponad wszystko”

Autorka: Nicola Yoon
Tytuł: „Ponad wszystko”
Tytuł oryginalny: „Everything, Everything”
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 328

„Miłość m o ż e cię zabić, a ja jednak wolę być żywa, niż żyć pełną piersią”.

Nikt bardziej niż Madeline Whittier nie pragnie doświadczyć świata zewnętrznego, tego roztaczającego się poza domem przystosowanym do osłabionego organizmu. Jednocześnie dziewczyna nie wie, czego właściwie pragnie, bo nigdy nie zaznała dotyku trawy pod stopami, nie wdychała świeżego powietrza tuż po deszczu, nie czuła słońca na skórze i gęsiej skórki wywołanej zimnym powiewem wiatru. Całe dotychczasowe życie, czyli osiemnaście lat, spędziła w sterylnym domu pod opieką matki, z zawodu lekarki, i pielęgniarki Carli. Opuszczenie go mogłoby się skończyć silną reakcją alergiczną – w najlepszym przypadku – albo śmiercią – w najgorszym przypadku. Mimo choroby upośledzającej układ odpornościowy, zwanej zespołem SCID, nastolatka nie żyje w ciągłej rozpaczy. Czyta mnóstwo książek, za pośrednictwem Internetu utrzymuje przyjaźnie i uczy się, a obecność Carli i spędzanie czasu z mamą bardzo podnoszą ją na duchu.

Rutyna zostaje zaburzona, gdy do sąsiedniego domu wprowadza się pewna rodzina. Obecność nowych ludzi, a w zasadzie obserwowanie ich, stanowi dla Madeline rozrywkę. Z czasem zaczyna coraz śmielej przypatrywać się chłopakowi, którego sypialnia znajduje się naprzeciwko okna w jej pokoju. Olly, bo tak ma na imię, lubi wdrapywać się na dach, ubiera się na czarno i często zerka w kierunku Madeline, zapewne zastanawiając się, kim jest ta tajemnicza dziewczyna, której nigdy nie widuje na zewnątrz. Olly jako pierwszy próbuje zainicjować kontakt, przychodząc do niej z Karą, swoją siostrą, i ciastem powitalnym – niezniszczalną babą (ang. bundt). Pani Whittier nie przyjmuje podarunku i nie wyjaśnia nowym sąsiadom, dlaczego jej córka nie może oprowadzić rodzeństwa po okolicy, ale od tamtej pory Olly wyraźnie daje znaki, że chciałby poznać Madeline. Pod osłoną nocy inscenizuje różne scenki z babą – próby samobójcze, pobyt pod opieką lekarską, a w końcu ostatnie namaszczenie. Później zapisuje na szybie swój adres e-mail i Madeline postanawia, że przywita się z nim tekstowo, skoro inaczej nie może. Rozpoczęcie tej znajomości wywołuje burzliwe zmiany w zachowaniu dziewczyny. Po raz pierwszy ma sekret i przez niego oddala się od mamy, a kiedy uczucia nastolatków przybierają na sile, jest gotowa zaryzykować dobre samopoczucie, by ujrzeć Olly’ego nie tylko przez okno, a w tym, w tajemnicy, pomaga Carla.

„Ponad wszystko” to z pozoru kolejna powieść o śmiertelnie chorej nastolatce, która zakochuje się, choć wie, że miłość prędzej czy później ją zrani. Jednak wraz z rozwojem akcji czytelnik, podobnie jak główna bohaterka, zaczyna podawać w wątpliwość sens bańki, w jakiej żyje Maddy. Dziewczyna wydaje się zaskoczona, że im więcej dostaje, tym więcej chce, co rodzi pytanie, czy jest w stanie otrzymać odrobinę świata zewnętrznego i nie tęsknić za nim boleśnie? Jedna krótka wymiana wiadomości prowadzi do wielogodzinnych rozmów, jedno półgodzinne spotkanie pod okiem pielęgniarki prowadzi do błagań o następne, jeden dotyk prowadzi do proszenia o więcej. I tak dalej, i tak dalej… To, co było przed poznaniem Olly’ego, staje się nieważne. Autorka nakreśliła ich koleżeństwo, przyjaźń, a później romantyczną relację, z niezwykłą lekkością, nieśpiesznie. Nie czułam parcia ze strony postaci na związek. Ważniejsze było to, że Maddy i Olly odnaleźli we wspólnym czasie ucieczkę od codzienności, od cienia choroby i niekończących się kłótni rodziców. Okazali sobie wsparcie i zrozumienie, a reszta potoczyła się naturalnie. Poza tym to dzięki Olly’emu Madeline odważyła się do sięgnięcia po więcej, w wielu znaczeniach tego słowa, a to z kolei doprowadziło do poznania raczej nieprzewidywalnej prawdy na temat genezy nieuleczalnej choroby. Jako czytelniczka kibicowałam bohaterce, wczuwając się w rolę zamkniętej w domu, marzącej o wielkich rzeczach nastolatki. Olly, w moim uznaniu, zyskuje po bliższym poznaniu. Niby jest niegrzecznym chłopakiem, ale posiada wrażliwą stronę i walczy o ukochane osoby. Być może to zszargane dzieciństwo i oczekiwanie na lepsze dni sprawiły, że wykazał się tak ogromną cierpliwością w stosunku do Maddy.

Postaci drugoplanowych nie ma wielu. Rodzina Olly’ego pojawia się gdzieś w tle i w mało przyjemnych okolicznościach. Za to bardzo podobała mi się kreacja Carli, która przez kilkanaście lat opieki nad Madeline niezwykle zżyła się z nią, stając się przede wszystkim przyjaciółką, a w drugiej kolejności pielęgniarką. Natomiast pani Whittier od początku wydawała się raczej nieprzystępna, nie biorąc pod uwagę życzliwości okazywanej córce.

Ponadto konstrukcja powieści sprzyja szybkiemu czytaniu. Krótkie przemyślenia i notatki Madeline zostały zapisane na osobnych stronach, pojawiają się również urocze ilustracje stworzone przez męża pisarki, Davida Yoona. W treści, jak przystało na książkę dla młodzieży z chorobą na pierwszym planie, pojawia się wiele górnolotnych refleksji o życiu. Niektóre są warte zapamiętania tudzież zapisania, inne trochę mdłe, ale w połączeniu z urokliwym charakterem Madeline, niemal godnym Ani z Zielonego Wzgórza, na egzaltowane fragmenty można przymknąć oko. „Ponad wszystko” uważam za pozycję wartą uwagi, zwłaszcza dla fanów powieści Jenny Downham i Johna Greena.

„Być może istnieją wersje życia obejmujące wszystkie twoje wybory i wszystko to, co odrzucasz”.

Ocena: 7/10
Werdykt: czytanie sprawiło przyjemność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wróć na górę